04-08-2026

Piotr Sadłoń

Stare powiedzenie mówi, że „lepsze jest wrogiem dobrego”. I często trudno się z tym nie zgodzić, bo nie raz zdarza się „przedobrzyć” w różnych kwestiach, przez co okazuje się, że „stara” wersja jest lepsza od nowej. Z drugiej strony „kto nie idzie naprzód, ten się cofa” – to powiedzenie jest jak najbardziej adekwatne w błyskawicznie zmieniającej się rzeczywistości obecnych czasów, szczególnie w dziedzinie techniki czy technologii. Warto więc czasem „poeksperymentować” z poprawieniem tego czy owego w rozwiązaniach, które całkiem dobrze sprawdzały się do tej pory, bo a nuż wyjdzie z tego coś lepszego. Z tego chyba założenia wyszli inżynierowie firmy Allen & Heath, projektując, a w zasadzie przeprojektowując dobrze znane (i lubiane) miksery z serii SQ, tworząc nową serię SQ+. Czy udało im się nie „przedobrzyć” i czy nowe miksery SQ+ są lepsze od poprzedników (i warte wydania zauważalnie większej kwoty)? Sprawdźmy.


OGLĄDAMY Z ZEWNĄTRZ

Już na pierwszy rzut oka widać, że inżynierowie trochę popracowali nad nowym wyglądem mikserów SQ+. Po pierwsze zniknęła „pstrokacizna” serii SQ, czyli kolorowe przyciski i „stalowe” fejdery/enkodery. W SQ+ mamy dominujący kolor czarny, co nie znaczy, że zniknęło kolorowe kodowanie przycisków. Owszem, wszystkie są generalnie w kolorze czarnym, jednak mają kolorowe obwódki, z zachowaniem tej samej kolorystyki, co przyciski w serii SQ – białe przyciski MUTE, PAFL, wyboru warstwy tłumików czy funkcyjne pod wyświetlaczem, zielone SEL, niebieskie i granatowe do MIXów i FX-ów, czerwone COPY i PASTE itd. Nie zmieniły też one swoich pozycji, oprócz drobnej korekty tych po bokach wyświetlacza.


Apropos wyświetlacza – to druga rzucająca się od razu w oczy rzecz. Po pierwsze – co widać jeszcze zanim załączymy konsoletę do prądu – jest on większy. Zamiast 7” jak w serii SQ, mamy do dyspozycji aż 9”. To dość istotnie poprawia czytelność, jak i obsługę dotykową. Przearanżowany też został układ enkoderów (które teraz – tak jak wszystkie fejdery – zmieniły kolor ze srebrnego na czarny) i przycisków po bokach wyświetlacza, nie zmieniły się natomiast ich funkcje – to też dość istotna zmiana wizualna w stosunku do poprzedników. Obok czterech przycisków służących do sterowania wysyłkami FX pojawiły się też dodatkowe cztery przyciski Rack Ultra FX, które pozwolą wysyłać sygnały na efekty Rack Ultra FX, które są zupełną nowością w serii SQ+.


Po uruchomieniu miksera okazuje się, że oprócz wielkości samego wyświetlacza zmienił się dość istotnie wygląd interfejsu graficznego miksera, który również utrzymany jest w stylistyce kolorystycznej typu „dark” (w serii SQ dominowała kolorystyka „blue”).

Z tyłu natomiast nowości praktycznie nie ma żadnych, oprócz kosmetycznej zmiany kolorystyki dotyczącej jackowych wejść liniowych. Generalnie – zarówno, jeśli chodzi o soft (wyglądowo), jak i układ enkoderów i kolorystykę fejderów/enkoderów/przycisków, to zmiana w moim odczucie jest na plus. Jest – jak wspomniałem – mniej „pstrokacizny” i wygląda bardziej „pro”. I oczywiście nowy, większy i czytelniejszy ekran, również trzeba zapisać na konto jak najbardziej trafionych (wręcz pożądanych) zmian. Tak wyglądają zmiany z zewnątrz, zobaczmy teraz co zmieniło się „wewnątrz” miksera.


ZAGLĄDAMY DO „WNĘTRZA”

Jeśli chodzi o liczbę wejść to tu nic się nie zmieniło – w dalszym ciągu, tak jak w serii SQ, jest to 48 kanałów z pełnym processingiem, zresztą tak samo jak w modelach SQ6+ i SQ7+. Przybyło za to szyn wyjściowych, których obecnie jest 44 (36 w serii SQ), a to za sprawą dodatkowych szyn stereo dedykowanych dla 4 procesorów z racka UltraFX. Do tego, tak jak w serii SQ, do dyspozycji mamy 8 pozycji w „standardowym” racku efektowym, przy czym – i tu miła niespodzianka – szczęśliwy nabywca miksera z serii SQ+, jeśli zarejestruje go i zapisze się na stronie www.allen-heath.com do newslettera, może za darmo rozszerzyć możliwości swojego miksera o pakiet SQ+ Plus Pack, czyli emulacje DEEP znanych analogowych kompresorów i korektorów graficznych oraz plug-iny z grupy RackExtra FX. W grupie emulatorów DEEP jest też stopień lampowy preampu – możemy go sobie włączyć w każdym kanale wejściowym.

Wbrew dość powszechnej, acz nieprawdziwej opinii, w SQ+ nie mamy nowego procesora – pracuje tam ten sam rdzeń FPGA XCVI, co w serii SQ, Qu, Avantis i dLive, jednak na potrzeby obsługi dodatkowego processingu została zwiększona moc obliczeniowa w każdym kanale/szynie wyjściowej. Dzięki temu można tam teraz zaimplementować trzy procesory z serii DEEP, które w SQ nie były dostępne – dwa ekspandery (Source Expander, Dual Treshold Expander) i kompresor (CompStortion). Kompresory i ekspandery wybieramy zastępując domyślne, fabryczne kompresory i bramki w kanałach. Z kolei RackExtra FX to bardzo przydatne procesory, m.in. takie jak De-Esser, korektor dynamiczny, kompresor pasmowy (3- i 4-pasmowy). Te z kolei możemy „wrzucić” do jednego z wolnych slotów w racku efektowym i zainsertować w wybranym kanale lub szynie wyjściowej.
Jak już wspomniałem seria SQ+ jest przygotowana również do obsługi efektów z serii Rack UltraFX – dobrze znanych użytkownikom konsolet dLive, którzy mieli okazję zetknąć się z nimi w stołach (konkretnie w stageboxach DM/CDM) z zamontowanym processingiem obsługującym te efekty. I znów, dementując obiegową plotkę, w SQ+ nie jest to zasługa jakiegoś enigmatycznego nowego układu FPGA, tylko dodatkowych procesorów ARM, które w dLive i Avantisie trzeba było zamontować (w serwisie Allen&Heath), a tutaj mamy je już zainstalowane i gotowe do pracy. Z tym, że w mikserach z serii SQ+ dostępne są 4 takie instancje (w dLive jest 8).


W Racku UltraFX znajdziemy świetnie brzmiące pogłosy (SPACE i PLATE), a także wtyczki do strojenia i harmonizowania wokali, emulatory piecy/kolumn gitarowych i basowych (z przesterami włącznie) oraz emulator saturatora (do wyboru 6 wersji od lampowych, poprzez tranzystorowe na taśmowym kończąc). Nie ma tam natomiast (w porównaniu do dLive’a) Rythm Delay i Harmonizera MIDI, przy czym – jak podaje producent – one też pojawią się w niedalekiej przyszłości. Ale – UWAGA – miksery SQ+ mają MOŻLIWOŚĆ korzystania z tych efektów, dzięki czterem procesorom z dedykowanymi stereofonicznymi wysyłkami i stereofonicznymi powrotami, jednak nie są one Z AUTOMATU dostępne. Cały pakiet UltraFX lub poszczególne wtyczki trzeba samemu aktywować, oczywiście po zakupieniu za odpowiednią kwotę licencji na nie. Cztery procesory obsługujące Racka Ultra FX mogę też być wykorzystane do obsługi dowolnych efektów z racka podstawowego czy pluginów SQ+ Plus Pack. Tak więc, reasumując, zakupiony świeżo SQ5+ (jak również SQ6+ i SQ7+) wyposażony jest w podstawowe efekty i – pod pewnymi warunkami (rejestracja, zapisanie się do newslettera) – można za darmo doposażyć go o wtyczki z grupy ExtraFX i DEEP, ale już dalsze rozszerzenie o efekty Rack UltraFX wymaga dodatkowego wkładu pieniężnego.

GUI, czyli graficzny interfejs użytkownika, oprócz zmiany kolorystyki, przeszedł też pewne przearanżowanie, szczególnie widoczne w oknie METERS. Pojawiła się też opcja szybkiego routowania kanałów/szyn w oknie I/O oraz dodatkowe funkcje w zakładce, która pozwala na własne aranżowanie układu tłumików w warstwach. Mamy tu np. przycisk, który szybko czyści (zeruje) warstwę, przycisk który przywraca ją do układu domyślnego, a także przycisk „+1”, dzięki któremu możemy szybko dodawać do warstwy kolejne, sąsiednie kanały czy szyny.


Miksery z serii SQ+ mają też dedykowane specjalnie dla nich aplikacje do zdalnego sterowania – dla realizatorów SQ+ MixPad, zaś dla muzyków, którzy chcą sobie sami zarządzać swoim miksem monitorowym SQ+ 4You – obie dostępne zarówno dla urządzeń z systemem operacyjnym iOS, jak i Android.
To w zasadzie tyle istotnych różnic między nową serią SQ+, a „starą” SQ. To jeszcze w takim razie kilka zdań na temat, podobieństw, czyli co – oprócz tego, o czym napisałem wcześniej – „potrafią” miksery SQ+, skupiając się konkretnie na modelu, który miałem okazję przetestować, czyli SQ5+.

MOŻLIWOŚCI

Jak wspomniałem, SQ5+ (jak i pozostałe modele z serii) są w stanie obsłużyć 48 kanałów z pełnym processingiem, łącznie z emulatorami kompresorów, ekspanderów czy korektorów graficznych DEEP. Mamy 12 MIXów, konfigurowanych jako mono lub stereo, z których możemy stworzyć AUXy i/lub podgrupy, 6 Matryc mono (te z kolei możemy linkować jako pary stereo), 4 wysyłki na „standardowy” rack efektowy i 4 na Rack Ultra FX (każdej wysyłce towarzyszy stereofoniczny powrót), 8 grup mutowania i 8 grup DCA.
Nie zmieniła się też latencja sygnału, która w obu mikserach osiąga imponujące 0,7 ms – od wejścia analogowego do wyjścia analogowego, z pełnym processingiem, również z wykorzystaniem racka Ultra FX.

Każdy mikser SQ+ ma z tyłu złącze SLink (EtherCON), które – i tu znów zdementujemy plotkę – nie powiększyło swoich możliwości, jeśli chodzi o przesyłane sygnały. Jest to w dalszym ciągu maksymalnie 128 x 128 kanałów, tak jak było to w SQ. Zatrzymajmy się jednak na moment w tym miejscu, żeby wyjaśnić pewne nieporozumienie, które jest dość powszechne „w branży” w temacie połączeń mikserów SQ/SQ+.


Złącze SLink nie jest żadnym protokołem „transportowym”, jak np. gigaACE czy DX – jest to po prostu inteligentny port komunikacyjny, który wykrywa z kim został połączony i za pomocą jakiego protokołu, przełączając się automatycznie na ten właśnie protokół. A protokołów tych jest 3 – dSnake, z którym spotykamy się w mikserach ze starej serii Qu, czy też w stageboxach z serii A, DX służący do połączeń z stageboxami z serii DX (oba te protokoły są typu Fast Ethernet, czyli do 100 MBit) oraz gigaACE, który wykorzystywany jest w mikserach dLive i Avantis oraz do połączeń z urządzeniami typu DM/CDM czy GX (tu już mamy do czynienia z protokołem Gigabitowym, czyli 1000 MBit). Cechami wspólnymi wszystkich trzech jest to, że są one połączeniami typu punkt-punkt oraz, że pracują w warstwie 2 modelu sieciowego (Layer 2). Natomiast różnią się liczbą możliwych do przesłania kanałów i o ile np. protokół DX może przesłać maksymalnie 32 kanały w obie strony (a więc można za jego pomocą podłączyć kaskadowo maksymalnie dwa stageboxy DX168), o tyle gigaACE pozwala na przesłanie 128 x 128 kanałów. A skoro miksery SQ+, tak jak seria SQ, mogą łączyć się np. ze stageboxami DM/CDM, to znaczy że używają protokołu gigaACE, a to z kolei oznacza, że mogę przesyłać po 128 kanałów w obie strony – co było do udowodnienia (jak mawiał mój matematyk).

Wróćmy jednak do oferowanych przez SQ/SQ+ możliwości. W obu seriach miksery są wyposażone w slot na karty rozszerzeń, który też jest w stanie zapewnić wysyłanie i odbieranie do 128 kanałów. Jest tylko jedno „ALE” – dotyczy to tylko karty SQ SLink. Jeśli zaś chcemy używać karty Dante, Waves lub MADI to do dyspozycji mamy transfer 64 x 64 kanały.
Nic też nie zmieniło się w kwestii nagrywania czy odtwarzania wielościeżkowego. Mamy dwie opcje – możemy skorzystać z gniazda USB B z tyłu miksera, podłączając doń komputer z dowolnym DAW-em – wtedy nasz mikser staje się interfejsem 32 x 32, czyli przyjmuje i „oddaje” maksymalnie 32 kanały, niezależnie do wybranej częstotliwości próbkowania miksera (48 lub 96 kHz). Jeśli natomiast chcemy skorzystać z możliwości rejestracji wielościeżkowej bezpośrednio na urządzenie oferujące pamięć masową (dysk, pendrive), do czego służy gniazdo USB A na panelu głównym, to tutaj mamy ograniczenie do 16 kanałów przy częstotliwości próbkowania 96 kHz (przy 48 kHz mamy 32 kanały). W obu zaś przypadkach możemy rejestrować z 24-bitową rozdzielczością bitową.


Nie zabrakło też, tak przydatnego np. podczas konferencji czy innych tego typy wydarzeń, automiksera, który może występować w dwóch formach – albo jako dwa niezależne automisery, z możliwością przypisania do 24 kanałów na każdy, lub jako jeden wspólny dla maksymalnie 48 kanałów automiksu. Nieznacznie za to zwiększyła się waga miksera (o ok. 0,7 kg), przy zachowaniu tych samych wymiarów, czyli w przypadku SQ5+ możliwości zamontowaniu go w racku.

OBSŁUGA

Z użytkowego punktu widzenia SQ5+ obsługuje się w zasadzie tak samo jak SQ… Tylko trochę łatwiej, gównie za sprawą większego ekranu oraz przearanżowanego nieco GUI. Oczywiście możliwość skorzystania z dobrodziejstw Racka Ultra FX jest nie do przeceniania, szczególnie gdy zależy nam na naprawdę realistycznie brzmiących pogłosach czy też wtedy, gdy chcemy „pobawić” się wokalami lub gitarami. Jednak cała reszta – ułożenie przycisków MENU pod ekranem, układ zakładek w menu kanałów/szyn wyjściowych, routing (I/O), menu FX, menu SETUP czy zapisywanie/przywoływanie ustawień (SCENES), rozmieszczenie i kolorystyka przycisków warstw, funkcyjnych (takich jak MUTE, SEL, PAFL, COPY, PASTE, RESET, ASSIGN, PRE FADE itp.), wyboru wysyłki MIX/FX czy definiowalnych SOFT jest identyczna, tak więc jeśli ktoś już pracował na jakimkolwiek mikserze z serii SQ, na SQ+ poczuje się „jak u siebie” od razu, bez konieczności przeszkalania się czy zagłębiania w instrukcję obsługi.


PODSUMOWANIE

Wzorem serii Qu Allen&Heath postanowił nie tylko „odświeżyć”, ale też „uatrakcyjnić” – jak się okazuje nie tylko z wyglądu – serię SQ, nadając jej nazwę SQ+. Oprócz bardziej profesjonalnego i czytelniejszego wyglądu miksery zyskały nowy, większy ekran dotykowy oraz dostęp do wysokiej klasy efektów Rack UltraFX – to najistotniejsze zmiany w stosunku do „starych” SQ (o innych piszę wyżej, nie chciałbym się tu znów powtarzać). Czego mi zabrakło? Chyba tylko nieco większej liczby filtrów w korektorze – przynajmniej na wyjściach – albo możliwości zamiany korektora graficznego na korektor parametryczny (jak w dLive) z choćby 6-8 filtrami w pełni parametrycznymi, co wybitnie przydałoby się przy „strojeniu” monitorów czy systemu FOH (cztery filtry to często trochę za mało, aby odsprzęgnąć monitory i jednocześnie popracować trochę nad ich brzmieniem, a korektor graficzny to „zło konieczne”, którego jednak nie wszyscy lubią używać). Biorąc pod uwagę, że główny rdzeń miksera został programowo dość istotnie „przemeblowany” i że dodano nieco więcej mocy obliczeniowej na kanał, taka rozbudowa sekcji korektora nie powinna być zbyt „kosztowna”, a na pewno ucieszyłaby niejednego realizatora. Poza tym „przesiadka” z SQ na SQ+ to same pozytywy, z dodatkowymi ogromnymi możliwościami kreowania brzmienia, przy jednocześnie ułatwionej obsłudze.