02-04-2026
Jakub Krzywak
Czas biegnie nieubłaganie i lada moment minie rok od czasu, kiedy do naszych rąk trafiło najnowsze dziecko Sennheisera, czyli Spectra. Zupełnym przypadkiem (choć w sezonie to może jednak nie przypadek) debiut w realnych warunkach pracy zbiegł się z dostawą i wstępnym szkoleniem. W przepięknych okolicznościach Sopockiej Opery Leśnej po raz pierwszy wzięliśmy do rąk zestaw dostarczony przez Aplauz: jednostkę centralną, dwie instancje ładowania i 16 bodypacków. Staraliśmy się maksymalnie szybko przyswoić podstawy uruchomienia i konfiguracji, bo już za moment miała się odbyć próba Emeli Sandé przed wieczornym koncertem. Udało się – wszystko działało równiutko z wjazdem busa zespołu. Witając się z ekipą, monitorowiec zespołu zapytał: „Co wolicie: SR czy Specterę?”. W odpowiedzi nieco zdziwieni usłyszeliśmy: „A macie Specterę? Jak macie, to pewnie Spectera”. To pierwsze zaskoczenie dało poczucie dobrej inwestycji.

Premierowe użycie w opisanej sytuacji pozwoliło na spokojne tzw. posłuchanie systemu. Paradoksalnie większość z nas słuchała faktycznie systemu, a nie miksów zewnętrznego inżyniera – pomiędzy którymi mogliśmy się przełączać w aplikacji do woli. Niespotykana dotąd czystość dźwięku, absolutny brak jakichkolwiek artefaktów radiowych – wrażenie piorunujące. Skład 8 muzyków zagrał świetny koncert, bawiąc się muzyką w komfortowych warunkach. Stabilność połączenia radiowego i bardzo wysoka jakość odtwarzanego dźwięku to podstawy podczas wykonu. Muzyk może w takich warunkach zająć się ze spokojną głową graniem czy śpiewaniem, bez obaw o przydźwięki albo przerwy w transmisji. Pierwsza misja Spectery w dniu jej debiutu pokazała dobitnie największe zalety najnowszej technologii.
I tak od strzału zestaw po „zakejsowaniu” ruszył do ciężkiej pracy. Ciężkiej dla zestawu, a dla nas? Jeden case, może odrobinę cięższy niż nasze standardowe 4-kanałowe skrzynie z SR2050, zastąpił momentalnie cztery wspomniane zestawy (nie wliczając wagi ewentualnych urządzeń nadawczych z kierunku sceny). Jedna wtyczka prądowa zamiast czterech. Brak zabawy z oszywaniem racków XLR-ami. Opięcie anten za pomocą skrętek zamiast twardych BNC to też ułatwienie względem tradycyjnych anten kierunkowych. Posiadamy w zestawie 4 anteny – wyłączając jedną z nich do roli skanera, nawet duże sceny mogliśmy ogarnąć w wielu kierunkach, przypisując do poszczególnych zlokalizowane w przestrzeni bliżej nich nadajniki/odbiorniki. Domena Dante upraszcza do granic dotąd niespotykanych routing sygnałów. Na potrzeby festiwali stworzyliśmy nawet autorski patent: deskę-matrycę przyjmującą poszczególne miksy od wielu zespołów w świecie analogowym i konwertującą te sygnały do Dante, na stałe spiętą z jednostką Spectry. Dzięki temu odzyskaliśmy sporo czasu podczas change-overów. Zmiana zespołu na scenie w kwestii monitora ograniczyła się do zmiany sceny z przypisanym patchem. Ewentualnie, jeśli realizator zespołu życzył sobie grać swoje show z naszej „matrycy”, Spectera już tam była. Kolejnym festiwalowym udogodnieniem okazały się akumulatory i ładowarki zintegrowane w jednym case. Posiadamy podwojony set akumulatorów, więc równolegle jedne pracują, a komplet kolejnych się doładowuje. Nie wiem, który to już plus – nazwijmy go kolejnym. Specterę da się kontrolować z przeglądarki, więc inżynierowi nie straszna skleroza (zapomniałem laptopa), brak zasilacza do kompa czy inne nieprzewidziane zdarzenia. W dowolnym, nawet pożyczonym kompie z złączem sieciowym, wystarczy wpisać adres IP kontroli w przeglądarce i voilà.

Nasuwa mi się jeszcze jeden niuans: nareszcie bodypacki nie wymagają oblepiania taśmami opisowymi. Udręka z doczyszczaniem urządzeń po kilku użyciach lub kleista breja na obudowie (jeśli ekipa nie ma w nawyku czyszczenia) to już przeszłość. Technologia ekranu z opisem w trybie off, znana z serii EW-DX, pozwala zachować wysoką kulturę pracy, czystość i – po raz kolejny – oszczędza czas.
Czy Spectera ma jakieś wady? Patrząc na tempo wprowadzania aktualizacji (ba, nawet mając na nie pośredni wpływ), ciężko je jednoznacznie określić. Z pozycji monitora mamy wgląd w parametry dotąd niemożliwe bądź niespotykane – wszystkie na raz w jednym urządzeniu. W jednym rzucie oka określamy stan baterii, poziom sygnału, poziom volume muzyki oraz potwierdzenie wpięcia słuchawek (po ostatnich aktualizacjach). Poza ewidentnym komfortem muzyków i wokalistów to również komfort inżyniera/realizatora. Tak, realizatora – niejednokrotnie w przypadkowych współpracach na hasło „nie słyszę” skraca się czas reakcji lub demaskuje lekkie oszustwo (celowe czy nie) ze strony muzyka 😉
Czekamy na kolejne usprawnienia, tryb Engineer Mode i… hmmm, coś jeszcze wymyślimy, co może ułatwić pracę. Podczas niemal rocznej pracy z systemem planujemy powoli użycie Spectery podczas realizacji składów orkiestrowych. W mniejszych składach w zasadzie możemy to już zrobić, pełne orkiestry bez problemu ogarniemy po podwojeniu posiadanego systemu. Nie możemy się doczekać, kiedy smyki i dęte wyjdą na scenę wyposażone w bodypack uzbrojony w mikrofon instrumentalny i słuchawki jednocześnie. Nie trzeba żadnemu branżowcowi tłumaczyć, jak bardzo skróci to czas przygotowania i opinki dużego składu orkiestrowego.
P.S. Życzę wszystkim monitorowcom (i nie tylko) zadowolenia z Spectery choć takiego, jak mam ja (a nie jestem monitorowcem z krwi i kości), a muzykom i wokalistom szybkiej zmiany pamięci mięśniowej w temacie braku „klik” na włączenie i ćwierć obrotu do levelu 5 😉
Damian Antoniuk
Na przestrzeni ostatnich miesięcy Spectera udowodniła nam jedno: bezprzewodowe systemy monitoringu mogą wejść na zupełnie nowy poziom – zarówno pod względem jakości dźwięku, jak i komfortu pracy. To rozwiązanie, które nie tylko upraszcza logistykę i konfigurację, ale realnie zmienia codzienność realizatora i muzyków na scenie.
Z perspektywy praktycznej – festiwali, koncertów i pracy „na żywo” – Spectera okazała się narzędziem przewidywalnym, stabilnym i przede wszystkim transparentnym sonicznie. A to właśnie ta przewidywalność i brak kompromisów w brzmieniu budują zaufanie, które w naszej branży jest kluczowe.
Czy to system idealny? Jak każdy – wciąż się rozwija. Ale kierunek, w którym zmierza, oraz tempo wprowadzanych usprawnień jasno pokazują, że mamy do czynienia z platformą przyszłości, a nie tylko kolejnym produktem. Jeśli więc ktoś zastanawia się, czy warto wejść w ten ekosystem – z naszej perspektywy odpowiedź jest prosta: to inwestycja nie tylko w sprzęt, ale w spokój pracy, elastyczność i jakość, którą słychać od pierwszych sekund
Dystrybucja w Polsce
ul. Graniczna 19 | 05-092 Łomianki
+48 (22) 751 42 39 | +48 (22) 751 42 44 | | www.aplauzaudio.pl

