19-01-2024

Piotr Sadłoń

Chyba nie ma takiej dziedziny życia, w której nie trzeba iść na kompromisy. Na pewno jest tak w tematyce mikrofonów i ich wykorzystania do „zbierania” instrumentów. Pomińmy w tym momencie takie dylematy jak: „dynamiczny czy pojemnościowy”, „tańszy czy droższy”, albo „firmy takiej czy siakiej”. Skupmy się zaś na pytaniu „w jakiej odległości od instrumentu najlepiej ustawić mikrofon”? Oooo, i tu można stworzyć całą epopeję na ten temat – nie czas i miejsce wszak na to. W „krótkich, żołnierskich” słowach powiem tylko, że z punktu widzenia uzyskania wierności i pełni brzmienia instrumentu odległość ta nie powinna być zbyt mała. Ale… No właśnie, tu do głosu dochodzą wspomniane wcześniej kompromisy, bowiem nie zawsze możemy sobie pozwolić na „zbieranie” instrumentów z dalekich czy choćby średnich planów. Często narzucone z góry warunki zmuszają nas do tego, aby mikrofon był możliwe jak najbliżej instrumenty, a najlepiej gdyby był on NA tym instrumencie zamocowany. Oczywiście nie jest to nic nowego czy odkrywczego – takie przetworniki w całkiem sporej liczbie (w sensie typów tego typu produktów oferowanych przez różnych producentów) istnieją i są powszechnie dostępne już od wielu lat. Mniej więcej rok temu do tego grona dołączył mikrofon uznanego specjalisty w dziedzinie tworzenia przetworników mikrofonowych, miniaturowy mikrofon typu „clip” firmy Neumann.

MCM – Miniature Clip Mic bo o nim mowa (i stąd jego oznaczenie literowe) jest – jak sama nazwa wskazuje – miniaturowym mikrofonem, który można zamocować bezpośrednio na instrumencie. Od tego na jakim instrumencie i w jaki sposób chcemy go zamocować będzie zależało, który zestaw wybierzemy z szerokiej oferty producenta. Ale po kolei. Mikrofon składa się – i tu ujawnia się jego pierwsza warta podkreślenia bardzo pozytywna cecha – z czterech osobnych, niezależnych części (a nawet więcej, wliczając w to osłonę przeciwwietrzną czy zabezpieczenie przed rozłączeniem kabla).

KAPSUŁA KK14

Zasadniczą i najważniejszą częścią jest nowoopracowana, pierwsza w historii Neumanna elektretowa kapsuła KK14, o kardioidalnej charakterystyce kierunkowej. Producent do tej pory unikał stosowania tego typu rozwiązania w swoich mikrofonach ze względu na pewne ograniczenia z tym związane, podczas gdy Neumann zawsze stawiał na najwyższą jakość swoich produktów. Jednym z tych problemów jest zachowanie idealnej powtarzalności wszystkich kapsuł. Producent 6 lat prowadził intensywne prace badawcze na ten temat i nad samą kapsułą, aby uzyskać powtarzalność i spójność tonalną każdego przetwornika. Uzyskano to stosując strukturę warstwową, w przeciwieństwie do większości tego typu rozwiązań na rynku, które opierają się na wysoce zintegrowanych konstrukcjach. Wszystkie komponenty kapsuły są składane ręcznie w fabryce Naumanna w Niemczech, a jej tytanowa obudowa zapewnia nie tylko małą masę kapsuły, ale również dużą odporność na często trudne warunki pracy na scenie. Jakby tego było mało zalany wodą mikrofon po wyschnięciu będzie pracował bez problemu, zachowując swoje parametry „wyjściowe”. Tak utrzymuje producent, bowiem nie miałem „śmiałości” (a tym bardziej środków finansowych, w razie ewentualnego niepowodzenia eksperymentu), aby udostępniony przez polskiego dystrybutora, firmę Aplauz, mikrofon poddać „kąpieli wodnej”.
I jeszcze zdanie o parametrach kapsuły – jej czułość do 3,6 mV/Pa, poziom szumów to 23 dB, a maksymalny poziom ciśnienia, jaki jest ona w stanie przenieść bez zniekształceń to imponujące 153 dB!

MODUŁOWOŚĆ

Kapsuła jest elementem, który bez problemu można samodzielnie zamontować w plastikowym amortyzowanym wsporniku na jednym końcu gęsiej szyi SH 150 – kolejnej części mikrofonu MCM. Gęsia szyjka zawiera oczywiście w sobie również kabelek, który z jednej strony podłączamy do kapsuły, z drugiej zaś zakończony jest gniazdem u dołu giętkiego wysięgnika, do którego w łatwy sposób podłączamy kolejny element „układanki”, czyli kabel połączeniowy o długości 1.8 m. Kabel jest wewnętrznie wzmacniany włóknami kevlarowymi, które również wpływają na odporność całego urządzenia na uszkodzenia podczas pracy na scenie. Podłączony do gęsiej szyjki kabel można uchronić przed rozłączeniem za pomocą dołączonego zabezpieczenia, jednak jego użycie nie jest obligatoryjne, a czasem wręcz zbędne. Możliwość szybkiego rozłączenia może być nie tylko wadą, ale często również zaletą – jeśli muzyk nadepnie kabelek, albo po próbie czy występie zapomni że ma mikrofon założony na instrument, spowoduje to co prawda rozłączenie kabla, ale zapobiegnie jego uszkodzeniu.

Modularna budowa mikrofonu nie tylko lepiej chroni go przed uszkodzeniami, ale również – w sytuacji gdy któryś element ulegnie uszkodzeniu (np. kabel albo kapsuła), pozwoli na wymianę tylko jednego elementu, bez konieczności kupowania całego mikrofonu (jak to ma miejsce w przypadku konkurencyjnych rozwiązań). Dzięki temu MCM jest atrakcyjną ofertą dla firm rentalowych, w których uszkodzenia wypożyczanego sprzętu są niemalże na porządku dziennym, a takie rozwiązanie pozwoli obniżyć koszty ewentualnego serwisu.

Kabel AC31 z drugiego końca zakończony jest wtykiem mini Jack, z zabezpieczającą przed rozłączeniem nakrętką, co pozwala podłączyć go do bodypacków systemów bezprzewodowych firmy Sennheiser.

Jeśli chcemy podłączyć mikrofon bezpośrednio do miksera/stageboxa/podpyty, producent udostępnia urządzenie nazwane przez niego MCM 100 Output Stage, będące po prostu przedwzmacniaczem mikrofonowym, zakończonym wtykiem XLR.

Jeśli zaś chcemy, aby nasz mikrofon współpracował z nadajnikami innych producentów, dostępne są opcjonalne kable z innymi wtykami – AC 32 (3-pin LEMO), AC 33 (MicroDot) i AC 34 (4-pin mini XLR). Ostatnim standardowym elementem mikrofonu jest gąbkowa osłona przeciwwietrzna WS 110.

UCHWYTY

Jako, że MCM jest dedykowany do omikrofonowania instrumentów z bliskiej odległości, i z zachowaniem jest stałej wartości, producent oferuje bogaty zestaw uchwytów, pozwalających na zamontowanie mikrofonu bezpośrednio na instrumentach niemalże każdego rodzaju. Mamy więc uchwyty:

  •  MC 1 do skrzypiec i altówki,
  • MC 2 do wiolonczeli,
  • MC 3 do kontrabasu, mocowany na strunach (podobnie jak MC 2) oraz
  • MC 4, również do kontrabasu, ale mocowany na pudle rezonansowym instrumentu,
  • MC 5 w formie „opaski” z rzepem do instrumentów dętych drewnianych (oprócz saksofonów),
  • MC 6 – uniwersalny „klips” do zamontowania mikrofony np. na czarze dźwiękowej saksofonu, trąbki, puzony czy innych instrumentów dętych blaszanych, ale również na ramce werbla, tomów, podbródku skrzypiec albo na statywie,
  • MC 7 – uchwyt do montażu na instrumentach perkusyjnych z ramką,
  • MC 8 – magnetyczny uchwyt do fortepianu
  • MC 9 – uchwyt do zamocowania na pudle rezonansowym gitar, akustycznych basów, ukulele itp.

Każdy uchwyt ma zatrzask, w który wkłada się gęsią szyjkę. Zatrzask ten można obracać, aby dopasować ustawienie mikrofonu, z możliwością jego blokowania w krokach co 45 stopni.

We wszystkich uchwytach te części, które mają bezpośredni kontakt z instrumentem, są pokryte gumą, w celu ochrony powierzchni instrumentów przed zadrapaniem czy porysowaniem podczas zakładania i zdejmowania mikrofonu.

W PRAKTYCE

Kupując wybrany zestaw – z jednym z 9 dostępnych uchwytów – otrzymujemy mikrofon z zamontowaną już na gęsiej szyjce kapsułą. Natomiast podłączenie do gęsiej szyjki kabelka jest banalnie proste – nie powinno być z tym żadnego problemu. Podobnie proste jest „wpięcie” gęsiej szyjki w zatrzask w uchwycie, zaś samo zamontowanie większości uchwytów na instrumencie jest banalnie proste i można to zrobić dosłownie w ciągu sekundy, za pomocą tylko jednej ręki.

Po wyjęciu z pudełka gęsia szyjka MCM jest stosunkowo sztywna, ale po małym „rozruszaniu jej” staje się bardziej giętka, co pozwala na uzyskanie nawet zawiłych kształtów – jeśli zajdzie taka potrzeby, aby odpowiednio ustawić mikrofon na instrumencie.

Dystrybutor produktów Neumanna w Polsce, firma Aplauz, dostarczyła nam do testów mikrofon MCM z uchwytem MC 6, czyli z uniwersalnym klipsem pozwalającym na zamontowanie mikrofonu na takich instrumentach, na których ten klips można zapiąć. W moim przypadku wykorzystałem go przede wszystkim do skrzypiec, a także do werbla (oczywiście nie na tym samym koncercie).

W przypadku skrzypiec brzmienie „soute” okazało się być na tyle zadowalające, że nie wymagało praktycznie żadnej korekcji, oprócz podcięcia dołu za pomocą filtra górnoprzepustowego i delikatnej korekcji w okolicy 1 kHz. Podobnie było z werblem – z racji tego, że werbel był mikrofonowany tylko z góry oprócz podcięcia w dole wymagał tylko delikatnego podbicia w górze pasma, w celu uwydatnienia sprężyn. W obu zaś przypadkach bardzo dobrze oddawał brzmieniowe „smaczki” nagłaśnianych instrumentów. Co też warte podkreślenia, pomimo tego, że mikrofon ma charakterystykę kardioidalna – czyli szerszą niż produkt konkurencyjnej firmy z tej samej półki jakościowej (i cenowej) – MCM okazuje się być imponująco odporny na sprzężenia, przy jednoczesnym całkiem niezłym separowaniu nagłaśnianego instrumentu od innych, sąsiednich źródeł dźwięku na scenie.

PODSUMUJMY

MCM to pierwszy w ofercie Neumanna przetwornik elektretowy i również pierwszy dedykowany do montażu bezpośrednio na nagłaśnianym instrumencie – rozwiązanie, którego do tej pory brakowało w ofercie niemieckiego producenta high-endowych mikrofonów. Sześć lat wytężonej pracy inżynierów Neumanna zaowocowało powstaniem nie tylko – jak to zwykle w przypadku mikrofonów tego producenta – wysokiej klasy brzmieniem, ale również funkcjonalnością i elastycznością zastosowania. Modułowa konstrukcja sprawa, że w razie uszkodzenia któregoś z jego elementów wystarczy wymienić tylko tę część, bez konieczności kupowania całego urządzenia – co przyspiesza i obniża koszt „powrótu” uszkodzonego przetwornika do pracy. Mikrofon co prawda do najtańszych nie należy, z drugiej strony jakość tak przetwarzanego dźwięku, jak i jego wykonania musi mieć swoją cenę. A w przypadku MCM-a myślę, że warto ją ponieść, jeśli ktoś szuka solidnego miniaturowego mikrofonu instrumentalnego, który posłuży przez lata.