08-10-2015

Jakub Krzywak

Kilka ostatnich lat to w naszej branży definitywnie ogromny skok technologiczny. W dziedzinie konsolet cyfrowych czy systemów koncertowych jest chyba najbardziej widoczny. Jeśli chodzi o systemy koncertowe (bo o jednym z nich dzisiaj sobie porozmawiamy) to producenci prześcigają się w wymyślaniu zupełnie nowych, innowacyjnych i opatentowanych technologii pozwalających zawiesić szybciej i sprawniej, zmniejszyć gabaryty na potrzeby szybszego i sprawniejszego transportu (co związane jest z ekonomią) czy poprawić brzmienie i efektywność. Bo przecież nauka nie lubi próżni…

Dzisiejszy materiał poświęciliśmy nie tylko najnowszemu dziecku niemieckiego producenta czyli znanej i bardzo cenionej chyba na całym świecie firmy d&b audiotechnik, której siedziba mieści się w miejscowości Backnang, ale również jednej z bardziej znanych polskim firm nagłośnieniowych, której założycielem jest Pan Andrzej Krawiec. Kto nie kojarzy? Prawda jest taka, że historia ścieżki zawodowej Pana Andrzeja liczy sobie naprawdę kilkanaście ładnych lat.

Wracając do teraźniejszości to mamy o co pytać bo z jednej strony mogliśmy podziwiać nowość w dziedzinie systemów koncertowych – d&b z serii V, który charakteryzuje się dużą skutecznością zachowując przy tym kompaktowość i odpowiednią wagę, a z drugiej strony poznać niesamowicie elektryzującą historię pasji Pana Andrzeja, oraz jego wyborów sprzętowych.

Jak to połączyliśmy? Oceńcie sami. Zapraszamy na fascynującą podróż po nowych technologiach!

Andrzej Krawiec

Andrzej Krawiec w swoim biurze

Realizator.pl: Obecnie Pana firma jest jedną z wiodących na rynku nagłośnieniowym… znana, solidnie realizująca zlecenia i do tego polecana. Poza tym macie nowoczesne graty więc artyści, również ci zagraniczni chętnie z wami współpracują?

Andrzej Krawiec: No jest w tym trochę prawdy 🙂 Przykładem może być Bobby McFerrin. Udało nam się zrobić jego pierwszy koncert i później było ich – jeśli dobrze pamiętam – sześć kolejnych. Na marginesie Bobby to bardzo sympatyczny człowiek i wyśmienity artysta. Ale w szerszym aspekcie to jak wszyscy ci wielcy artyści z zagranicy zaczęli przyjeżdżać do Polski, to ktoś musiał od strony technicznej zajmować się realizacją tych koncertów. Każdorazowy przyjazd ekipy technicznej z zachodu to były potworne koszty, więc promotorzy którzy organizowali koncerty szukali kogoś kto mógłby zrealizować te wszystkie wymagania i w ten sposób to powoli, powoli się rozwijało. Przychodziło zapotrzebowanie, my musieliśmy je spełnić i przy okazji małymi kroczkami pewnych rzeczy się uczyć. Byliśmy małą firmą bo rynek był mały. Mieliśmy jednak to szczęście, że nasza firma była tu na miejscu w Warszawie. Wówczas wszystkie największe koncerty odbywały się właśnie w stolicy. Promotorzy przyjeżdżali z artystami praktycznie prosto do nas. Wtedy każdy koncert był bardzo interesujący, bo za każdym razem było zupełnie inaczej i nikt do końca nie wiedział jak będzie – szczególnie jeśli chodzi o wymagania artystów. 

,,Wymagania artystów” to chyba słowo klucz. Takie sakramentalne pytanie, co było pierwsze w waszej firmie: nagłośnienie czy backline?

Najpierw było nagłośnienie, a później był backline. W tamtych czasach nagminnie nie dolatywały z artystami gitary, albo fracht lotniczy był zbyt kosztowny, albo drogi do Warszawy były tak krzywe, że nie można było do nas dojechać. Zawsze był jakiś problem. A to się samochód spóźnił ze sprzętem, a to coś innego się wydarzyło, itp. Instrumenty były przecież artystom potrzebne. Ktoś powoli zaczął liczyć, że to może kosztować trochę taniej jak będzie wynajęte na miejscu.

Czy w takim razie jest prawdą w przypadku waszej firmy, że dzięki backline’owi przyszły zlecenia z zagranicy?

Prawda jest taka, że jak promotor wiedział gdzie jest firma, która może dać wszystko i on sam nie musi się o to martwić i stresować, to wybierał Craftmana. Bo to był stres, że za każdym razem trzeba będzie wszystko zorganizować. Trzeba to było tak poukładać żeby ten samochód mógł z zachodu dojechać na plan dajmy na to z Berlina czy też innego miasta  gdzie zespół grał wcześniej koncert. Panowie promotorzy przychodzili i wiedzieli, że w tej firmie mają i nagłośnienie i backline. Dla artystów instrumenty są najważniejszą rzeczą w ich pracy. Nagłośnienie jest oczywiście bardzo ważne, ale jak jakiś element nagłośnienia zawiedzie to jeszcze można to jakoś przeboleć. Najgorzej jest jak muzyk nie ma na czym grać. Jest też ważne jakiej jakości są to instrumenty i czy są dokładnie takie jakich artyści potrzebują. Świat się troszeczkę zmienił i dzisiaj dużo zespołów które przyjeżdżają z zachodu korzysta w Polsce z lokalnych firm, które im dostarczają sprzęt. Oni świetnie wiedzą gdzie mają zastukać i co im jest potrzebne, a my staramy się im to dostarczyć. Czasami są nawet zdziwieni, że dostają dokładnie to czego oczekują 🙂

Craftman

Craftman to wspaniały przykład tego jak osiągnąć sukces w branży

Wasz ostatni zakup związany jest z usługami nagłośnieniowymi. Wybór padł na nowy system d&b audiotechnik z serii V. To chyba jeden z najnowocześniejszych systemów w Waszej ofercie. Czy to najlepszy z dostępnych w tej chwili nowych systemów?

W tej chwili na rynku jest taka sytuacja, że nie ma złego nagłośnienia. Każdy sprzęt w większości brzmi poprawnie. To tylko kwestia naszych osobistych preferencji jaką markę wybierzemy. Jedni lubią grać na takim sprzęcie, a drudzy wolą zupełnie inne rozwiązanie.

My stanęliśmy troszeczkę przed takim dylematem w którym kierunku dalej chcemy iść. Jesteśmy firmą, która gra bardzo dużo koncertów w Sali Kongresowej. Tyle tylko, że jej teraz nie ma i nie będzie jeszcze przez jakieś dobre 3 lata. Warszawa jest też takim miastem, gdzie nie za bardzo jest gdzie grać. Mówię o części logistycznej. Nasz nowy system d&b audiotechnik świetnie się wkomponowuje w te realia. Jest lekki, a to jest bardzo ważne bo w Polsce jest zawsze problem żeby coś podwiesić. d&b jest ponadto bardzo uniwersalne: to mały system, nie waży dużo więc można go używać w różnych konfiguracjach. Można tak samo zagrać na nim małą jak i dużą sztukę. A poza tym mieści się do busa więc nie ma problemu z transportem. Dzisiaj to jest bardzo ważne ze względów ekonomicznych. Jest jeszcze jeden ważny aspekt: prestiż. My sporo gramy również w Niemczech, a właśnie ta marka jest tam bardzo popularna. Zresztą nie ma się co dziwić bo siedziba producenta znajduje się właśnie w Niemczech. Testowaliśmy kilka konkurencyjnych systemów dostępnych na rynku i doszliśmy do wniosku, że to d&b jest uszyte na miarę naszych czasów. To jest naprawdę straszny skok technologiczny.

Ekonomia to teraz bardzo trendy słowo 🙂

Wszyscy zaczęli zwracać na to uwagę. To jest bardzo ważne. Transport i przewożenie sprzętu w dużych ilościach i na dalekich dystansach generuje koszty, a to ma duży wpływ na sytuację ekonomiczną każdej firmy. To są przecież koszty. Taką V-kę zapakujesz do busa, dorzucisz jakieś dwa nieduże stoły, parę monitorów i możesz pojechać zagrać poważną imprezę. Dodatkowo bardzo nas – i to pozytywnie – zaskoczyły rozmiary wzmacniaczy mocy D80. Kiedy nasz serwisant Sławek je zobaczył to stwierdził, że widział już wiele rzeczy, ale to go po prostu przerasta. Kiedyś 16kW mocy to nie był jeden wzmacniacz tylko mnóstwo urządzeń mieszczących się w ogromnej ilości racków, dajmy na to w czterech skrzyniach na kołach powiedzmy po 8U każda. Teraz dzięki wzmacniaczom D80 możemy całą moc zmieścić w małej skrzynce 2U. Skok technologiczny jest wręcz ogromny! No ale ta imponująca moc to nie wszystko. Zintegrowane DSP – cecha charakterystyczna wzmacniaczy d&b w tym wydaniu również osiąga wyżyny. I jeszcze jedno, chyba najważniejsze w kontekście niezawodności, to zasilacz z technologią PFC. Mówiąc krótko – to dzięki temu wzmacniacz zachowuje niezachwiane parametry pracy, nawet przy niestabilnym zasilaniu, oczywiście w rozsądnych granicach. Zero Voltów nie wystarczy (śmiech).

d&b audiotechnik

Seria V

Skoro jesteśmy przy temacie DSP to grzech nie wspomnieć o array processing’u – zupełnej nowości wprowadzonej wiosną tego roku na targach we Frankfurcie. Jak mocno ten patent zaważył przy podejmowaniu decyzji o zakupie?

d&b swoją technologią przeskoczyła pozostałe topowe firmy na rynku pro audio i to był dla nas bardzo ważny argument. ArrayProcessing, który jest częścią oprogramowania ArrayCalc – narzędzia symulacyjnego służącego do liczenia kątów oraz pozwalającego na eksport ustawień do R1, pozwala osiągnąć zupełnie nową jakość brzmienia i równiejsze pokrycie dźwiękiem Rezultat tego jest taki, że po obliczeniu dobrych kątów do zawieszenia systemu, który już wyjściowo brzmi świetnie, możemy jeszcze to brzmienie „podrasować”. Każdy kanał wzmacniacza dostaje obliczone w kalkulatorze według naszych wytycznych parametry, a funkcja ArrayProcessingu sprawia, że wyrównuje się charakterystyka częstotliwościowa i wtedy to już jest super pięknie.

Użytkujecie system już od pewnego czasu. Jakie zbieracie opinie od realizatorów?

Realizatorzy bardzo go sobie chwalą. Wspólną cechą jest jedna opinia, która niepodzielnie rządzi. Wszystkie osoby, które miały okazję realizować na naszym systemie koncert, a nie miały okazji pracować na nim wcześniej mówili, że jest niesamowity pod jednym względem: jak tylko „pchają” tłumiki konsolety do przodu to po prostu czują, że ma on w sobie ogromną moc. Są zdziwieni skąd tak małe paczki potrafią wydobyć z siebie tyle przejrzystego i klarownego dźwięku. Zresztą jest to charakterystyczne dla wszystkich rozwiązań nagłośnieniowych marki d&b.

Zapytam gwarą – a trudno je dogonić dołami?

Nie. Powiem ci, że nie. V-SUB to taka kolumna, która naprawdę załatwia wszystko. To wszystko co kochają realizatorzy czyli dużo niskiego dołu. To bardzo sprawna paczka.

Tym bardziej, że sama się zamyka w kardio…

Jeśli chodzi o bas, to zawsze podobało mi się  właśnie w d&b. Te systemy zawsze specyficznie grały. Czuć tą energię, która z takiej małej paczuszki się wydobywa. A co do kardioidy to jest to rozwiązanie które stało się standardem. W naszym przypadku dzięki odpowiedniemu projektowi obudowy V-SUBa nie potrzebujemy dodatkowego kanału wzmacniacza aby tą charakterystykę wygenerować. Z przodu jest osiemnastka w bas refleksie, a z tyłu piętnastka w band pasie. Dzięki dodatkowej drodze, którą pokonuje dźwięk z piętnastki przez te kanały obudowy, elektroniczne opóźnienie nie jest już potrzebne stąd pojedynczy kanał napędu. I znowu wracamy do ekonomii – kolejny plus.

d&b audiotechnik

„Czuć tą energię, która z takiej małej paczuszki się wydobywa”
Jedna z pierwszych realizacji firmy Craftman na nowym systemie

Z tego co słyszę system jest bardzo skuteczny?

Jest nie tylko skuteczny, ale i intuicyjny. Osoby, które wcześniej nie miały z nim nic wspólnego, podchodzą do niego z dozą niepewności. Na szczęście producent dostarcza bardzo dobre oprogramowanie które daje wiarygodne wyniki – jest naprawdę rzetelne. Z drugiej strony warto powiedzieć, że realizatorzy dzielą się na dwie grupy. Jedni sugerują się wskazaniami urządzeń pomiarowych, a inni przynoszą swoją płytę. Mają jej brzmienie w głowie, pamiętają każdy element ścieżki. Przychodzą, włączają ją i robią jakieś korekty, poprawiają brzmienie. Wiedzą jakie brzmienie chcą uzyskać. Biorą to po prostu na słuch bo przecież o to tak naprawdę w całej tej zabawie chodzi. Komputery są bardzo ważne, pomiary również, ale nic nie zastąpi słuchu. Przecież robimy to dla słuchacza, który przychodzi posłuchać dźwięku a nie go zmierzyć. Warto zawsze o tym pamiętać, przejść się w trakcie koncertu po sali i wprowadzić potrzebne korekty.

Zresztą realizatorzy są lepsi i gorsi. Osobiście zauważyłem, że mamy pewien problem w naszym kraju. Mamy młodych zdolnych ludzi świetnie się poruszających w oprogramowaniu, potrafiących wykonać poprawne pomiary, ale nie do końca odnajdujących się w miksowaniu.

Zresztą  tak samo jest na zachodzie, gdzie podział funkcji jest bardzo klarowny. Są inżynierowie systemów, którzy dbają o poprawne wystrojenie systemu i monitorowanie jego pracy, oraz realizatorzy dźwięku, którzy dbają o brzmienie samego wykonu, proporcje, efekty. U nas często jest to jedna i ta sama osoba z prostego powodu: braku pieniędzy. I to jest moim zdaniem problem. Przecież inżynier systemu nie musi być muzykiem, a realizator nie musi znać się na specjalistycznej wiedzy technicznej.

Cieszy mnie jednak, że ludzie już się nie boją DSP. To już nie jest dla nich czarna magia. Kiedyś podejście było takie, że ma być głośnik, dwa druty i koniec. Nie wolno DSP używać, bo to jest oszukiwanie. A wiemy, że tak nie jest. To jest normalne narzędzie.

Bo to kiedyś było oszukiwanie. Teraz już nie jest bo ludzie zdobyli duże doświadczenie w tym zakresie. Do tego siedzą, projektują i myślą.

Sporo operacji możemy dzisiaj wykonać na komputerze…

To jest tak jak w muzyce. Są tacy artyści, którzy przychodzą, siadają i zastanawiają się o co w tej muzyce tak naprawdę chodzi. Są muzycy, którzy myślą, że potrafią grać, a wykorzystują komputery, żeby za nich grały. Są oczywiście też sprawni muzycy, którzy naprawdę nie tylko mają praktykę, ale również są bardzo kreatywni. Podam Ci przykład: podchodzi pianista do fortepianu i gra, a publiczność jest zachwycona. Wiesz, chcę powiedzieć jedynie, że nowa technologia bardzo zdominowała świat muzyczny i samą muzykę niestety też.

Scena przed Pałacem Kultury i Nauki w Warszawie

Scena przed Pałacem Kultury i Nauki w Warszawie
Koncert zrealizowany za pomocą nowego systemu d&b z serii V

Jakie kolejne inwestycje w planach?

Wybraliśmy system V i będziemy dalej iść w tym kierunku. To jest bardzo dobry kierunek. Tak, jak to niektórzy mówią: d&b tak jak dobre Audi, zawsze będzie fajne.

Piękne porównanie.

Bardzo dobre. AUDI, to bardzo dobry samochód, a d&b to świetny system. Pamiętam kiedy Jarek (Jarosław Kierkowski, Dyrektor Handlowy Konsbud Audio – przyp. red.) zaproponował nam, żebyśmy na tym spróbowali zagrać koncert. Osobiście uważam, że to jest najlepszy sposób, aby dowiedzieć się jak najwięcej na temat danej aparatury. Wszystko wtedy wychodzi. Można na żywym organizmie, na żywej muzyce zobaczyć i posłuchać co taki sprzęt prezentuje. 

Pamiętam jak na Dniach Ursynowa powiesiliśmy V-kę. Byliśmy bardzo zdziwieni, że tak wizualnie mała aparatura może tak dużo. Nie graliśmy jeszcze na nim na Torwarze, ale myślę że może nam się wkrótce uda. Oprócz tego ważny jest fakt, że taki sam system zakupiła nasza konkurencja z Warszawy – czyli firma GMB Pro Sound. Przecież przy większych imprezach można się zawsze wspomóc u kolegów. A to jest też istotny aspekt.

Bardzo dziękuję za tę miłą rozmowę. Temat dźwięku to temat rzeka…

To prawda. Moglibyśmy rozmawiać jeszcze bardzo długo. Nie mniej jednak o mojej pasji zawsze rozmawiam chętnie. Do następnego!

Oprócz bardzo wartościowej rozmowy z Panem Andrzejem czyli właścicielem nowego systemu d&b postanowiłem przy tej okazji zadać kilka pytań Jarkowi Kierkowskiemu, który w firmie Konsbud-Audio odpowiada za sprzedaż. Okazało się, że Jarek nie tylko zna się na sprzedaży, ale również posiada sporą wiedzę na temat rozwiązań, konstrukcji i innowacyjnych patentów niemieckiego producenta. Zresztą trudno się dziwić.

Jarek Kierkowski

Jarek Kierkowski – Dyrektor Sprzedaży, Konsbud-Audio

Realizator.pl: Od kiedy firma Konsbud-Audio jest oficjalnym i wyłącznym dystrybutorem marki d&b audiotechnik?

Jarosław Kierkowski [Dyrektor Sprzedaży, Konsbud-Audio]: Hmm. Tego to już nawet ja nie pamiętam. Nie znaczy to oczywiście iż jestem osobą obdarzoną jakąś wybitną pamięcią, ile oznacza to że to było naprawdę dawno temu i młodsi koledzy i koleżanki w naszej firmie nie mają szansy pamiętać tego momentu. Tak na poważnie to był to rok bodajże 2001. Pierwsze informacje o firmie d&b audiotechnik przyniósł do biura Piotr Jankiewicz – Dyrektor Działu Projektów i Realizacji w KA. Potem zaczęły się długotrwałe rozmowy, spotkania z partnerami z Niemiec. Muszę przyznać, że koledzy z Backnang bardzo mocno testowali nas przed podjęciem decyzji o rozpoczęciu współpracy. Sprawdzali poziom naszej wiedzy, doświadczenia zarówno technicznego jak i handlowo/marketingowego, standing finansowy firmy, pozycję na rynku itp. Ale kluczowe dla nich było doświadczenie w pracy z systemami koncertowymi, filozofia sprzedaży i rozumienie potrzeb rynku, oraz możliwość zbudowania stabilnych i długoterminowych relacji. Okazało się przez lata, że wybór Konsbud-Audio na partnera w Polsce był chyba trafionym posunięciem (w tajemnicy powiem, iż prowadziliśmy w tym czasie również rozmowy z inną bardzo utytułowaną firmą produkującą systemy nagłośnieniowe, której również nie było wtedy w Polsce, ba – chyba nie było w naszym kraju nawet 1 „paczki” tego producenta, ale wybraliśmy finalnie partnerstwo z d&b). Mogę tylko powiedzieć, iż do NIEMIEC było bliżej – osoby znające mniej więcej mapę polityczną Europy zapewne domyślają się o kogo chodziło… 🙂 Nie bez znaczenia dla nas był również fakt naszych doskonałych doświadczeń z pracy z partnerami z Niemiec. W tym czasie pracowaliśmy już z firmą Salzbrenner Stagetec, oraz mieliśmy za sobą pierwsze projekty z DHD Audio, producentami konsolet produkcyjnych i radiowo/telewizyjnych. Ta znana powszechnie niemiecka solidność działa do dzisiaj. Jeśli koledzy z d&b mówią, że coś jest niemożliwe, to znaczy że na tym etapie jest to naprawdę niemożliwe. Jeśli jednak dostanę od nich potwierdzenie, że 31 listopada 2023 wyjedzie do nas 46 wzmacniaczy z najnowszym oprogramowaniem, to będzie to oznaczało, iż po pierwsze: w kalendarzu na rok 2023 pojawi się 31 listopad, po drugie: dokładnie tego dnia wyjedzie do nas 46 wzmacniaczy z najnowszym (PRZETESTOWANYM, SPRAWDZONYM I GOTOWYM) firmware`m.

d&b w ostatnich latach osiągnęła spory sukces w branży

Oczywiście – Jeśli zajrzeć do portalu POLLSTAR to widać, że – w zależności od roku – od 45-55% światowych wielkich produkcji  koncertowych jest produkowanych w oparciu o sprzęt firmy d&b audiotechnik. Pozostałe 55-45% jest dzielone pomiędzy pozostałe wielkie marki. To chyba o czymś świadczy… d&b posiada oddziały na wszystkich kontynentach i nadal dynamicznie rośnie. Przyrosty sprzedaży sięgają od lat ok. 25-40% rocznie. Ten stan rzeczy utrzymywał się nawet w latach 2009-2013 w którym to okresie jak wiadomo koniunktura gospodarcza została wyraźnie obniżona z uwagi na kryzys finansowy.  Z drugiej strony – nie ma się czemu dziwić – jeśli tacy giganci tras koncertowych jak firmy WIGWAM ACOUSTIC, czy 8ht Day Sound posiadają np. po kilkaset modułów serii J (8 Day Sound posiada łącznie w USA I UK konkretnie prawie 1000 modułów pełnopasmowych serii J, czyli J8/J12), to takie wyniki sprzedażowe nie powinny dziwić. W zeszłym roku byłem na montażu i próbach do koncertu Beyonce w Kolonii, gdzie 8ht Day Sound powiesiło 72 sztuki topów J wspomagane jeszcze serią V, a była to tylko jedna z kilku dużych tras jakie zabezpieczali, nie mówiąc o mniejszych produkcjach – to potrzeba posiadania 1000 modułów liniowych jest w pełni uzasadniona.

Nagroda PIPA 2015

W 2015 roku seria V zdobyłą prestiżową nagrodę PIPA 2015 za najlepszy system koncertowy

Czym szczególnym wyróżniają się rozwiązania niemieckiego producenta?

Jest wiele systemów które brzmią dobrze. Co do tego nie ma wątpliwości. Oczywiście znaleźć takie które świetnie brzmią i to w każdym materiale muzycznych – od metalu, przez rock, jazz, klasykę, a kończąc na doskonałej reprodukcji wokalu, są lekkie, mobilne, łatwe w konfiguracji i odporne na nieprzemyślane działania użytkownika, posiadają 5 lat gwarancji, a producent nie wypuszcza co 2 lata „nowego modelu” co powoduje że klient który właśnie kupił nowy system natychmiast traci pieniądze, bo „nowe” kosztuje tyle samo, a jest lepsze – to już nie lada sztuka. Pozwoliłem sobie na odrobinę kryptoreklamy, ale jeśli miałbym wymienić jedną, jedyną cechę d&b którą uważam za najistotniejszą z punktu widzenia klienta – to jest to fakt, iż firma szanuje swoich klientów i ich pieniądze. Wystarczy popatrzeć ile kosztuje używane d&b. Te systemy po prostu nie tracą na wartości, albo tracą bardzo mało w porównaniu z produktami konkurencyjnymi. Producent wie, że system musi zarobić na siebie, a dodatkowo po okresie amortyzacji musi przedstawiać taką wartość aby użytkownik był w stanie odbudować swój park maszynowy sprzedając używany system czyli kupić nowy system d&b J. Na szkoleniach sprzedażowych partnerzy d&b słyszą za każdym razem maksymę: „Jeśli macie sprzedać system klientowi który mógłby zepsuć jego reputację – lepiej tego nie róbcie. To jest narzędzie dla profesjonalistów. Musimy szanować tych, którzy zdecydowali się zainwestować w nasze systemy. Gdyby wszyscy używali d&b – te systemy przestałyby być elitarne”.

Przybliżysz nam kilka ważniejszych patentów?

Zapraszamy na nasze szkolenia i prezentacje, bo wtedy jesteśmy w stanie szczegółowo o nich opowiadać, pokazywać i testować. Tutaj wystarczy wymienić choćby fakt iż d&b jako pierwszy producent opatentowało technologię pasywnych kardioidalnych głośników niskotonowych. Pasywnych w tym sensie, iż zarówno głośnik główny, jak i głośnik zamontowany na tylnej ścianie zestawu – są zasilane z tego samego kanału wzmacniacza. Osiągnięcie kardioidalnej charakterystyki subwoofera na drodze elektronicznej też nie jest łatwe, ale osiągnięcie tłumienia przód/tył rzędu 12dB-16 dB tylko drogą konstrukcji odpowiedniej obudowy akustycznej i filtrów mechanicznych, to jest naprawdę mistrzostwo świata. Najnowszym „patentem” jest technologia ARRAY PROCESSING umożliwiająca osiągnięcie niewiarygodnie równego pokrycia, oraz równowagi tonalnej w nagłaśnianej przestrzeni. Jest ona dostępna dla serii J/V, oraz Y. Nowe wzmacniacze D20 i D80 wraz z najnowszym oprogramowaniem Array Calc oraz R1 pozwalają na użycie potężnej mocy obliczeniowej procesorów DSP i odpowiednie zastosowanie 240 filtrów FIR oraz IIR znajdujących się w każdym procesorze. Dzięki temu każdy element systemu line array jest strojony odrębnie tak, aby uzyskać jak najbardziej wyrównane brzmienie.

Tutorial przedstawiający nową technologię ARRAY PROCESSING

Jakie podejście d&b stosuje wśród swoich klientów?

Szacunek dla klienta i odpowiedzialność za to co się robi. Dla przykładu – testowałem wiele kalkulatorów różnych producentów służących do symulacji zachowania systemów liniowych – uczestniczyłem w wielu odsłuchach porównawczych tego co było wynikiem działania takiego czy innego oprogramowania. Array Calc d&b mówi prawdę. To samo powtarzamy naszym klientom na szkoleniach – jeśli na 40 metrze masz dziurę dla 4 kHz, to możesz być pewien że ona tam będzie. To kwintesencja podejścia d&b. Drugim fundamentem wytyczającym kierunek polityki firmy jest edukacja. Jeśli klient decyduje się na zakup tak topowego produktu – musi być świadomy – do czego będzie go używał, co kupuje, jakie cele chce przez to osiągnąć i musi posiadać wiedzę – jak korzystać z tego narzędzia. Myślę, że dokładnie ten schemat został zastosowany w przypadku najnowszej inwestycji firmy Craftman. Pozwolę sobie na krótką nieco prywatną refleksję – pamiętam moment gdy odpaliliśmy testowo system V z ekipą Andrzeja po raz pierwszy: Andrzej jak wiadomo jest najwyższej klasy fachowcem i właścicielem uznanej na polskim rynku firmy, której marka mówi sama za siebie. Pamiętam że spojrzał na mnie z lekkim uśmiechem i powiedział krótko: Jarek, dobrze to gra! I on i ja wiedzieliśmy o tym już po paru taktach utworu. Dewizą d&b jak i Konsbud-Audio jest budowanie długofalowych partnerskich i przyjaznych relacji z klientami. Mam nadzieję i obiecuję też, że zrobimy wszystko aby tak było i tym razem!

Wcześniej udało mi się porozmawiać z Panem Andrzejem na temat jego najnowszego zakupu. Seria V to według Ciebie innowacja na rynku?

System V jest odpowiedzią na rosnące na rynku zapotrzebowanie. Ponieważ koszty pracy techników scenicznych, transportu, magazynowania systemów mają znaczący udział w procesie cenotwórczym produkcji, właściciele firm rentalowych na całym świecie szukają systemów które sprawnością tylko nieznacznie ustępowałyby dużym systemom, przy zachowaniu jednak kompaktowych wymiarów i wagi. Stąd firma d&b projektując system V odnosiła go do referencji jaką jest bez wątpienia seria d&b J system. V jest nawet żartobliwie nazywany mniejszym J. I faktycznie seria V została natychmiast zaabsorbowana nawet do największych produkcji. Oczywiście na dużych imprezach, że nadmienię tu wspominaną trasę Beyonce V-ka była użyta jako Outfille, ale tam grano w hali na 18 000 osób. Podobnie było na ostatniej trasie Briana Adamsa. Bez wątpienia system V mimo niewielkich rozmiarów to ekstremalnie skuteczne narzędzie. Trzeba też pamiętać o tym, że jeśli chodzi o systemy liniowe, wraz z dodawaniem kolejnych modułów przyrost energii w niskim środku i w dole jest nieproporcjonalnie większy niż dla wysokich częstotliwości. Tak działa fizyka i każdy system liniowy. Jeśli mamy więc bardzo sprawną sekcję HF (a w V-ce pracują dwa mocne drivery o wylocie 1,4) to przy użyciu większej ilości modułów jesteśmy w stanie kompensować niewielkie rozmiary „paczki”. Długie grono V-ki potrafi naprawdę bardzo groźnie „warknąć”, a sprawna sekcja HF powoduje doskonałe zachowanie balansu tonalnego pomiędzy „dołem”, a „górką”. Nie bez znaczenia jest fakt, iż system jest zbliżony zarówno mechanicznie, jak i koncepcyjnie i brzmieniowo do serii J. Uważam, że V to idealny system na polskie warunki. Dostępny cenowo, świetnie brzmiący, sprawny i dodatkowo lekki – można go powiesić właściwie wszędzie. Poza tym jak wszystkie systemy d&b, seria V posiada jak mówią koledzy spod Stutgartu: „d&b sonic footprint” (czasami wbrew ustawie o języku polskim. Żałuję, że nasz język ojczysty jest tak bardzo opisowy – no bo jak to przetłumaczyć? Poprawnie chyba jako „brzmieniową sygnaturę marki d&b”, lub np. „odcisk palca d&b audiotechnik w zakresie charakterystyki tonalnej” ;-). Anglicy tworzyli branżę i chyba dobrali do niej właściwy język. Teraz czasem musimy się przebijać przez takie semantyczne łamańce.

Seria V

Możliwości montażu są bardzo rozbudowane

Na naszym „podwórku” marka jest chyba dość znana?

Pytasz o popularność? Jest znana – nie oszukujmy się – jak powiedziałem wcześniej jest wiele systemów które grają nieźle, również w tak zwanej średniej półce (ja wciąż jestem bardziej realizatorem dźwięku i muzykiem niż sprzedawcą, żeby rozpowiadać herezje o jedynej słusznej i jedynej prawdziwej i najlepszej marce, jak to czasami czyni nasza konkurencja :), niemniej jednak fakty są takie, że dziś na świecie królują dwie marki Top of the Top: d&b i… ta druga której nazwy czytelnicy portalu w oczywisty sposób się domyślają. Jeśli więc ktoś chce jeździć Bentelyem, Rolls Roycem lub samochodem innej marki która jest symbolem najwyższej klasy, chce być postrzegany jako właściciel elitarnego systemu, to musi sięgnąć po jedną z tych marek. Problem w tym, że popularność wyklucza luksusowość. Znam wiele dobrych systemów i firm, których marka upadła, bo zostały sprzedane w zbyt wiele miejsc, zbyt dużej liczebnie użytkowników, często bez odpowiedniego wsparcia posprzedażowego. Wszak takie sytuacje miały i mają miejsce również na polskim rynku. Dziś część klientów narzeka że system X można wynająć za nieadekwatnie małe pieniądze, bo „wszyscy go mają”. Tak więc szeroka popularność w sensie obecności na rynku wcale nie sprzyja rozwojowi marek premium. Mogę powiedzieć, że chyba tylko raz sprzedając d&b dokonaliśmy transakcji która okazała się później niewypałem. Praktycznie ze wszystkimi klientami wiążemy się na długi czas, uważając, że są to firmy wyselekcjonowane, świadomie zarządzane, mające jasno sprecyzowaną wizję rozwoju i zachowujące co najmniej standardy technologiczne powyżej przeciętnej. Można powiedzieć, że d&b audiotechnik to nie tylko produkt – to filozofia prowadzenia biznesu w sposób odpowiedzialny i przemyślany. Oczywiście – chętnie witamy nowych klientów i jesteśmy zawsze gotowi do współpracy, ale zawsze powtarzamy naszym klientom, partnerom iż to nie sam system powoduje, że firma idzie do przodu. Firma to ludzie, wiedza, pomysł, znalezienie swojej drogi biznesowej, itd. Zgadzam się, że znakomity system podnosi prestiż firmy, ale jeśli tylko system będzie tą jedyną świecącą gwiazdą na firmamencie konkretnej organizacji biznesowej jaką jest również firma nagłośnieniowa, to osiągnięcie sukcesu będzie po prostu niemożliwe. W skrócie można powiedzieć, iż znakomity system nie uratuje kiepsko prowadzonej firmy, ale za to firmie właściwie zarządzanej, z dobrą ekipą da olbrzymie przyspieszenie i może wywindować ją na kolejny poziom rozwoju. Nawiasem mówiąc – wydaje mi się, że jesteśmy w bardzo ciekawym momencie rozwoju rynku w naszej branży: z organizacji biznesowych typu „one man band” przechodzimy obecnie do etapu tworzenia pewnych procesów biznesowych i przekształcania firm nagłośnieniowych z ekip zarządzanych jednoosobowo przez właściciela który nierzadko staje „za gałkami” w normalnie funkcjonujące organizacje handlowo – usługowo – techniczne. Ci z nas którzy zrozumieją nas wcześniej – wygrają na tym. Oczywiście część firm ma ten etap już za sobą i to one nadają ton działaniom na naszym rynku – wspominanie w tym kontekście o firmie Craftman byłoby nietaktem. Andrzej z całą swoją załogą jako weterani rynku (z doświadczenia, nie z numeru PESEL 😉 ten okres przeszli jakieś 15 lat temu albo i wcześniej i dziś są jednym z liderów branży z uznaną pozycją na rynku i piękną kartą historii naszej branży w Polsce. Ale o to tak naprawdę trzeba pytać Andrzeja, choć wiem że on nie będzie się chwalił swoimi osiągnięciami, bo to niezwykle skromny człowiek.

Podsumowując – myślę ze sporo osób chciałoby pracować na d&b, ale sytuacja w której sprzęt ten znajdowałby się w co drugiej firmie nagłośnieniowej w Polsce byłaby zarówno nierealna, jak i niepożądana. Wszystko na rynku musi mieć swoje miejsce – jak w naturze – a zachwianie równowagi ekosystemu powoduje jego zawalenie.

Dalszy rozwój to?

Oczywiście – jak mówią Niemcy: nür geradeaus.

Rozmowa z Tobą była bardzo wartościowa

Twoje pytania były bardzo konkretne. Dzięki!

Pliki do pobrania