12-04-2017

Patryk Tylza

Rynek kompaktowych mikserów do zastosowań live w ostatnich latach przeżywa prawdziwy boom. Choć nie ulega kwestii, że to Behringer ze swoim X32 wprowadził współczesne konsolety cyfrowe „pod strzechy”, to jednak w tej kategorii nie był on prekursorem. Gdy w roku 2010 firma Soundcraft zaprezentowała model Si Compact24 był to absolutnie jedyny cyfrowy mikser o tak dużych możliwościach, dostępny w budżecie poniżej 20 tysięcy złotych. Za konkurencyjne urządzenia o zbliżonych parametrach (których było jak na lekarstwo… w zasadzie to przychodzi mi do głowy tylko jeden model) trzeba wówczas było zapłacić ponad dwa razy tyle. Dziś wybór przystępnych cenowo konsolet cyfrowych jest potężny, a producenci prześcigający się niegdyś w „wielkoformatówkach” dziś zdają się koncentrować większość wysiłków na produktach klasy kompaktowej.

Propozycją grupy Harman wycelowaną w ten właśnie segment rynku jest Soundcraft Si Impact. Ponieważ stół ten miałem okazje sprawdzić już wielokrotnie, zarówno w warunkach testowo-eksperymentalnych jak i stricte koncertowych, a jego obsługa nie jest niczym nowym, nie będę tu silił się na przepisywanie instrukcji obsługi czy karty specyfikacji. Zamiast tego postaram się skupić na kwestiach praktycznych i wrażeniach z użytkowania konsolety. Zanim to jednak nastąpi – kilka słów o jej możliwościach.

40 kanałów przetwarzania, 32 wejścia mikrofonowe (z czego 8 w standardzie combo akceptujących sygnał liniowy, także niesymetryczny), 31 szyn wyjściowych z pełnym processingiem, 26 zmotoryzowanych faderów, 4-punktowe w pełni parametryczne EQ na każdym kanale i szynie, EQ graficzne BSS na każdej szynie wejściowej, kompresory i bramki z algorytmami firmy dbx,  8 grup VCA, 8 grup mutowania, 4 procesory efektów Lexicon na pokładzie, karta MADI USB COMBO w standardzie (umożliwiająca podłączenie stageboxa i wyposażona w interfejs audio USB 32in/32out; w pozostałych modelach dostępna wyłącznie jako opcja) i to wszystko, powiedzmy wprost, za niewiele ponad 10 tysięcy złotych.

Pierwsze wrażenie

Pierwsze zetknięcie z Impactem i od razu zaskoczenie – na żywo konsoleta wydaje się znacznie mniejsza i bardziej kompaktowa niż można by przypuszczać na podstawie zdjęć, ilości faderow, czy nawet… wielkości opakowania. Jest też stosunkowo ciężka jak na swoje wymiary (20kg), dzięki czemu sprawia wrażenie naprawdę solidnej. Materiały użyte do konstrukcji zewnętrznych części obudowy są dobrej jakości – próżno szukać tu tandetnych plastików, ruszających się encoderów czy niepewnie leżących pod palcami faderów, tak częstych w tej klasie cenowej. Dobre wrażenie potęgują szczegóły takie jak pewnie umocowane gniazda, dobrze spasowane gumowe przyciski czy wyjątkowo solidna obudowa ekranu, niespotykana w pozostałych modelach serii Si. Wizualnie design konsolety być może nie należy do najbardziej wyszukanych czy efektownych (fani podskakujących słupków meterbridge’a i innych świecidełek mogą być nieco rozczarowani), jest za to z całą pewnością bardzo funkcjonalny.

Obsługa i użytkowanie

Choć od premiery Si Compact24 minęło już ponad 7 lat, w czasie których seria Si przeszła sporą ewolucję, obsługa i logika pracy, co z resztą typowe dla Soudcrafta, pozostała bez zmian. Mamy więc do dyspozycji klasyczną strukturę nawiązującą do konsolet analogowych tj. „wszystko na wierzchu” – cały channel strip wyprowadzony jest na górny panel encoderów ze wskaźnikami LED, a do przełączania pomiędzy kanałami służą przyciski „SEL”. Ekrany LCD umieszczone nad każdym z faderów oprócz opisów, zawierają także czterostopniowy wskaźnik wysterowania oraz informację o stanie procesorów dynamiki (czterostopniowy wskaźnik redukcji kompresora i ikona otwarcia/zamknięcia bramki).

Wysyłki, dostępne wyłącznie w trybie „sends on fader”, przywołuje się opisanymi i przyporządkowanymi na stałe przyciskami. Podobnie warstwy, grupy mutowania czy korektory graficzne (dostępne dla każdej szyny wyjściowej). W zasadzie każda z podstawowych funkcji ma swój przyporządkowany na stałe przycisk lub encoder na panelu górnym, zaś ekran służy tu wyłącznie do patchowania oraz zarządzenia scenami, efektami i preferencjami konsolety.

Skoro już jesteśmy przy ekranie – jego wielkość od początku istnienia serii Si była głównym zarzutem przeciwników tych urządzeń. Uwagę tę (choć nieszczególnie w mojej opinii trafną, bo jak już wspomniałem ekran w konsoletach serii Si pełni jedynie funkcję pomocniczą – wszystkie parametry mamy na wierzchu bez potrzeby przeklikiwania się przez funkcje ekranowe) konstruktorzy Soundcrafta wzięli sobie chyba jednak do serca i najnowszego Si wyposażyli w nieco większy niż do tej pory bo 5” wyświetlacz dotykowy (rezystancyjny), oprawiony w zupełnie nową ramkę zabezpieczającą i poprawiającą reakcję wyświetlacza na dotyk (miękka powłoka ekranu stosowana w poprzednich Si nieco utrudniała „trafianie” w funkcje ekranowe, twarda powłoka dotykowa w nowym modelu jest znacznie wygodniejsza).

Pomimo pozornie sztywnego layoutu konsolety, możliwości jej dostosowania do własnych potrzeb są dość spore. Każda z czterech warstw tłumików jest dowolnie konfigurowalna – użytkownik może samodzielnie decydować co i gdzie na warstwach się znajduje, nie ma w tej kwestii żadnych ograniczeń. Niestety z linkowaniem kanałów nie jest już tak różowo – sparować możemy nadal tylko kanał nieparzysty z kolejnym parzystym. Rozwiązano natomiast pojawiający się czasem we wcześniejszych modelach serii problem niezapisywania się konfiguracji mono/stereo w snapshotach.

Skoro jesteśmy przy zapisywaniu – tu też bez niespodzianek. Jak w każdym Soundcrafcie mamy do dyspozycji dwupoziomową strukturę zapisu ustawień: eksportowalne pliki Show oraz zawarte w nich Snapshoty. Funkcja Isolate umożliwia ochronę przed przywołaniem zarówno wybranych kanałów jak i poszczególnych parametrów, globalnie dla całej konsolety. Tę ostatnią funkcję cenię sobie szczególnie – możliwość przywołania snapshotu czy nawet całego show z pominięciem np. gainów, opóźnień i EQ graficznych przydaje się szczególnie, gdy np. przyjeżdżamy z zespołem przywożąc swoją konsoletę. Problematyczny bywa za to brak możliwości wyłączenia przywoływania funkcji Isolate razem z Show, w wyniku czego chcąc przywołać wszystkie parametry konsolety z zapisanego pliku, zmuszeni jesteśmy ręcznie wyłączyć izolację każdego kanału czy parametru z osobna, na którym była ona włączona. Tak, to bywa bardzo…. stresujące. Trochę szkoda, że błąd ten konsekwentnie powtórzono, bo identyczny problem w serii Vi rozwiązano już lata temu… jednym przyciskiem! Zupełnie nie rozumiem też dlaczego snapshoty nie przywołują stanu grup mutowania – tym faktem również kilka razy podniosłem sobie ciśnienie w krwioobiegu… Summa summarum jednak system zapisu ustawień jest logiczny i względnie wygodny, daje też sporo możliwości.

Funkcją obsługiwaną z poziomu ekranu jest także routing. Jest on w miarę intuicyjny, a dzięki funkcji „Auto Complete” w zasadzie nie wymaga wiele klikania. Dowolność w przyporządkowywaniu wejść/wyjść do kanałów/szyn jest pełna, a dostęp do patchingu z poziomu ekranu nie nastręcza większych problemów, choć przyznać muszę, że do najwygodniejszych też nie należy.

Brzmienie

O ile na temat funkcjonalności czy specyfikacji urządzenia można wypowiedzieć się w sposób jakkolwiek obiektywny, o tyle próba oceny kwestii brzmieniowych bez obrania punktu odniesienia i dokonania porównań bezpośrednich jest z góry skazana na porażkę. Nie będę więc zapuszczał się na grząski grunt moich „ukochanych” skądinąd dywagacji o preampach, algorytmach, sumowaniu, itp. Wspomnę tylko o tym co wyróżnia Impacta na tle konkurencji, ale też poprzednich modeli serii Si.

Nie od dziś wiadomo, że jedną z najmocniejszych stron cyfrowych konsolet Soundcrafta są efekty. Nie inaczej jest w tym przypadku – 4 w pełni funkcjonalne procesory Lexicona dostępne na pokładzie po prostu „robią robotę”, a logo legendarnego producenta reverbów nie jest tylko chwytem marketingowym. Podobnie z resztą sprawa ma się z korektorami graficznymi – w Si Impact, w odróżnieniu od pozostałych modeli serii Si zastosowano algorytmy firmy BSS i faktycznie, w bezpośrednim porównaniu różnica w działaniu grafików jest zauważalna.

Ślady nagrane przy użyciu wejść mikrofonowych Impacta pokładowym interfejsem audio MADI USB COMBO okazały się być nadspodziewanie dobrej jakości – niski poziom szumów, dobra odpowiedź transjentowa i klarowność w wysokich pasmach to prawdziwa rzadkość w tym segmencie cenowym.

Podsumowanie

Nie ulega kwestii, że Soundcraft Si Impact to produkt z gatunku „bang for a buck” – za bardzo przystępną cenę otrzymujemy dobrze brzmiącą i świetnie wykonaną konsoletę o potężnej funkcjonalności. Pełna dowolność konfiguracji warstw i patchingu w połączeniu ze sporymi mocami przerobowymi (40 kanałów i 31 szyn w tym 14 AUX-ów, z czego 6 przełączalnych mono/stereo) oraz dwoma slotami dla kart rozszerzeń czyni nowego Soundcrafta propozycją trudną do pobicia pod kątem uniwersalności zastosowań. Szczególnie biorąc pod uwagę, że gama kart, o które można rozszerzyć stół jest naprawdę imponująca i obejmuje wszystkie popularne standardy transmisji audio w tym Dante, MADI, A-Net, Blu Link, Cobra Net, AES, ADAT czy Rocknet. Co natomiast tyczy się obsługi i samego workflow – nie oszukujmy się, jeden lubi brunetki, drugi blondynki a trzeci… no właśnie. Pod tym względem Impact może nie przypaść do gustu fanom efektownej grafiki, kolorowych światełek czy stukania paluchem po wielkim ekranie, za to zdecydowanie szybciej pokochają go lubiący mieć wszystko pod ręką  fani analogów. Kierując się swoją świętą niemal zasadą „naucz się raz, pracuj cały czas” firma Soundcraft postawiła na utrzymanie, dla niektórych może nieco oldschoolowego, ale co ważniejsze doskonale znanego schematu obsługi serii Si. Czy się ów schemat podoba czy nie, jednego odmówić mu nie można – jest banalnie prosty do opanowania, nawet dla użytkownika o znikomym doświadczeniu, a to niejednokrotnie bywa czynnikiem decydującym, szczególnie w tym segmencie cenowym.

fot. www.essaudio.pl

fot. www.essaudio.pl

fot. www.essaudio.pl

fot. www.essaudio.pl